Pierwszy tysiąc w Bitcoinie po finansowym resecie. Powoli odbudowuję portfel
Jeszcze kilka miesięcy temu zaczynałem praktycznie od zera. Po problemach z ZondaCrypto i utracie 0,38 BTC mój dotychczasowy system finansowy właściwie przestał istnieć, a ja musiałem poukładać wszystko od początku. Pierwsza wpłata po resecie wynosiła zaledwie 300 zł. Dzisiaj wartość mojego Bitcoina po raz pierwszy ponownie przekroczyła 1000 zł. Trochę jak w lipcu 2021.
W skali rynku kryptowalut tysiąc złotych oczywiście nie jest dużą kwotą. Szczególnie jeżeli zestawię go z 0,38 BTC, które posiadałem wcześniej. Mimo to przekroczenie tej granicy sprawiło mi autentyczną satysfakcję, ponieważ dokładnie pamiętam punkt, z którego zaczynałem kilka miesięcy temu.
Nie próbuję już odrobić wszystkiego jednym ruchem i nie szukam sposobu na szybkie odzyskanie utraconego kapitału. Po prostu ponownie zbieram Bitcoin, dokładam kolejne niewielkie kwoty i odbudowuję swój portfel krok po kroku. Pierwszy tysiąc jest więc dla mnie bardziej symbolem niż finansowym osiągnięciem.
Od utraty 0,38 BTC do pierwszych 300 zł
Historię problemów z ZondaCrypto opisywałem już wcześniej bardzo dokładnie, dlatego nie ma sensu ponownie wracać do całej chronologii wydarzeń. Najważniejszy jest ich efekt – straciłem około 0,38 BTC, a razem z tym zniknęła zdecydowana większość kapitału, który przez długi czas udało mi się zgromadzić.
Nie chodziło przy tym wyłącznie o samą wartość utraconych kryptowalut. Równie mocno dostała moja pewność, że mój dotychczasowy system finansowy jest w miarę dobrze poukładany. Miałem kryptowaluty, trochę akcji, srebro i oszczędności, ale jednocześnie zbyt duża część mojego majątku była uzależniona od jednego rynku i jednego miejsca przechowywania aktywów.
Najbardziej gorzkie było to, że nie straciłem tych pieniędzy dlatego, że Bitcoin przestał mieć wartość albo że sprzedałem go podczas bessy. Problemem okazało się miejsce, w którym przechowywałem BTC. Wiedziałem wcześniej, czym jest self-custody, miałem nawet portfel sprzętowy, ale wiedza teoretyczna niewiele daje, jeśli nie zamienia się jej w praktykę.
Po wszystkim można długo analizować, co należało zrobić inaczej. Mogłem wcześniej przenosić BTC na własny portfel, częściej wypłacać środki z giełdy i lepiej rozłożyć ryzyko. Tyle że czasu nie da się cofnąć, dlatego w pewnym momencie uznałem, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest mentalne zamknięcie poprzedniego portfela i rozpoczęcie od nowa.
Pierwsza wpłata po resecie wynosiła około 300 zł. W porównaniu z utraconym 0,38 BTC wyglądało to niemal symbolicznie, ale właśnie od tej niewielkiej kwoty zaczął się nowy etap.
Najpierw 300 zł, później 550 zł, teraz ponad 1000 zł
Kilka tygodni później wartość mojego nowego portfela wynosiła około 550 zł. Wtedy dużo bardziej niż o samych pieniądzach myślałem o odbudowie psychiki po dużej stracie. Szybko zrozumiałem, że ponowne odkładanie kapitału nie jest szczególnie trudne technicznie, ale znacznie trudniejsze jest zaakceptowanie tego, że trzeba zaczynać praktycznie od początku.

Po dużej stracie bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia o szybkim odrabianiu. Skoro wcześniej było kilkadziesiąt tysięcy złotych, to kolejne 300 czy 500 zł wydaje się kwotą wręcz nieistotną. Wtedy zaczyna pojawiać się pokusa zwiększenia ryzyka, szukania kolejnego projektu, który zrobi kilka razy więcej, albo wrzucenia na rynek zbyt dużej części dostępnych środków.
Postanowiłem zrobić dokładnie odwrotnie. Nie chcę dogonić starego portfela w kilka miesięcy, ponieważ nie ma w tym żadnego sensu. Buduję nowy portfel i traktuję go jako osobny projekt, który ma własny punkt początkowy, własne zasady i zupełnie inne podejście do ryzyka.
Dzisiaj wartość posiadanego przeze mnie Bitcoina przekroczyła pierwszy tysiąc złotych. W momencie robienia zrzutu ekranu było to około 1045 zł, czyli nieco ponad 0,0032 BTC. Do wcześniejszych 0,38 BTC nadal jest oczywiście bardzo daleko, ale po raz pierwszy od finansowego resetu na liczniku pojawiła się czterocyfrowa kwota.
I właśnie dlatego mnie to cieszy.
Dlaczego pierwszy tysiąc złotych w Bitcoinie ma dla mnie znaczenie?
Kiedy portfel inwestycyjny ma większą wartość, tysiąc złotych zaczyna być po prostu kolejną liczbą. Przy odpowiednio dużym kapitale wycena potrafi zmienić się o tyle w ciągu jednego dnia i człowiek nawet nie zwraca na to większej uwagi.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy zaczyna się od 300 zł. Najpierw patrzysz, jak saldo zbliża się do 500 zł, później pojawia się 700 czy 800 zł, a w końcu po raz pierwszy przekraczasz 1000 zł. Nie jest to kwota, która zmienia życie, ale bardzo wyraźnie pokazuje, że proces odbudowy rzeczywiście trwa.
Po finansowym resecie właśnie takie małe kamienie milowe mają dla mnie największe znaczenie. Nie dlatego, że każdy kolejny próg jest wielkim osiągnięciem, ale dlatego, że widzę progres. Jeszcze niedawno punktem startowym było praktycznie zero, a dzisiaj znowu mam portfel BTC, który powoli zaczyna nabierać wartości.
Nie chcę przy tym tworzyć sobie sztucznej presji i wyznaczać terminów w rodzaju „do końca roku muszę mieć 0,01 BTC”. Wolę po prostu systematycznie dokładać środki i obserwować, jak z czasem rośnie ilość Bitcoina. Kolejne poziomy przyjdą wtedy, kiedy przyjdą.
Cząstki Bitcoina kupuję na Bitpandzie, ale przechowuję na Trezorze
Jedna rzecz po wcześniejszych doświadczeniach zmieniła się definitywnie – nie traktuję już giełdy jako miejsca do długoterminowego przechowywania kryptowalut. Bitpandę wykorzystuję przede wszystkim do zakupu BTC, a następnie sukcesywnie przesyłam kupione środki na własny portfel sprzętowy Trezor.
Obecnie cały mój Bitcoin znajduje się właśnie na Trezorze. To dla mnie bardzo ważna różnica w porównaniu z tym, jak wyglądało to wcześniej, ponieważ tym razem faktycznie kontroluję klucze do swoich kryptowalut.
Nie oznacza to oczywiście, że portfel sprzętowy usuwa wszystkie rodzaje ryzyka. Self-custody również wymaga odpowiedzialności, zabezpieczenia frazy odzyskiwania i pilnowania własnych procedur. Tym razem jednak wolę, żeby bezpieczeństwo mojego BTC zależało przede wszystkim ode mnie, a nie od kondycji jednej konkretnej firmy.
Najbardziej ironiczne jest to, że wcześniej doskonale wiedziałem, jak działa portfel sprzętowy i dlaczego warto z niego korzystać. Sam Trezor również nie był dla mnie czymś nowym. Dopiero utrata 0,38 BTC sprawiła jednak, że wiedza przestała być teorią i stała się realną zasadą działania.
Dzisiaj schemat jest więc prosty: kupuję BTC na Bitpandzie, a później przenoszę je na Trezora. Nie komplikuję tego bardziej, niż jest to potrzebne.
Odbudowa kapitału nie oznacza powrotu do 100% kryptowalut
Bardzo ważna zmiana dotyczy również całej struktury mojego majątku. Nie próbuję odbudować wszystkiego poprzez Bitcoin i nie zamierzam ponownie uzależniać całego systemu finansowego od jednego rynku.
Równolegle odbudowuję portfel giełdowy, którego wartość w ostatnich miesiącach przekroczyła 20 tys. zł. Większość nowych środków kierowanych na tradycyjny rynek trafia obecnie przede wszystkim do ETF-u na S&P 500, dzięki czemu powoli buduję ekspozycję na szeroki rynek amerykański.
Wróciłem również do niewielkich zakupów fizycznego srebra. Nie traktuję tego jako agresywnego zwiększania pozycji, ale kontynuuję swój mały projekt zbierania srebrnych Maple Leafów z kolejnych roczników. W tym roku do kolekcji trafiła moneta z 2026 roku, więc również ten element mojego wcześniejszego systemu finansowego powoli wraca na swoje miejsce.
Do tego dochodzi gotówka, która po wcześniejszych doświadczeniach ma dla mnie znacznie większe znaczenie niż wcześniej. Chcę mieć rezerwę, która daje elastyczność i nie zmusza mnie do sprzedaży aktywów w niekorzystnym momencie tylko dlatego, że nagle pojawi się większy wydatek.
Paradoksalnie mam dzisiaj dużo mniej Bitcoina niż kiedyś, ale cały system wydaje mi się bardziej uporządkowany. Krypto jest jednym z elementów, a nie wszystkim. I chyba właśnie na tym polega największa różnica między starym a nowym podejściem.
Nie próbuję odzyskać utraconych 0,38 BTC
To prawdopodobnie najważniejsza zmiana mentalna, jaka nastąpiła przez ostatnie miesiące. Przez jakiś czas naturalnym punktem odniesienia było dla mnie utracone 0,38 BTC, a przy takim porównaniu każdy nowy zakup wyglądał po prostu śmiesznie mało.
Jeżeli mam obecnie około 0,0032 BTC, łatwo policzyć, jak niewielką część wcześniejszej pozycji udało mi się odbudować. Tyle że takie liczenie niczego nie zmienia i do niczego dobrego nie prowadzi. Mógłbym codziennie patrzeć na saldo Trezora i myśleć wyłącznie o tym, ile miałem wcześniej, ale w praktyce byłaby to tylko niepotrzebna presja.
Tamtego portfela już nie ma i musiałem to zaakceptować. Mogę natomiast zdecydować, co zrobię z pieniędzmi, które zarabiam teraz i które będę zarabiał w kolejnych miesiącach. To jest jedyna część całej sytuacji, na którą mam realny wpływ.
Dlatego nie traktuję obecnych zakupów jako odrabiania straty. To nowy portfel, który zaczął się od około 300 zł, później urósł do około 550 zł, a teraz przekroczył 1000 zł.
W takim ujęciu perspektywa zmienia się całkowicie. Zamiast myśleć „mam tylko 0,0032 BTC zamiast 0,38 BTC”, mogę powiedzieć: „zacząłem od 300 zł i powoli idę do przodu”.
Ta druga wersja jest zdecydowanie zdrowsza.
Powolne budowanie kapitału jest nudne i chyba właśnie o to chodzi
W internecie inwestowanie często wygląda jak niekończąca się seria spektakularnych ruchów. Ktoś kupił przed wzrostem, ktoś zarobił kilkaset procent, ktoś inny trafił idealnie w dołek i sprzedał na szczycie. Takie historie dobrze się klikają, ale niewiele mają wspólnego z tym, jak wygląda codzienne budowanie kapitału przez większość ludzi.
W praktyce najczęściej wygląda to znacznie mniej efektownie. Dostajesz wynagrodzenie, pokrywasz bieżące wydatki, część pieniędzy zostaje, a później odkładasz je albo inwestujesz. Mija miesiąc i robisz dokładnie to samo ponownie.
Nie ma w tym szczególnych emocji i coraz bardziej mi to odpowiada. Po tym, co wydarzyło się wcześniej, nie potrzebuję już finansowych fajerwerków. Potrzebuję regularności, bezpieczeństwa i systemu, który jestem w stanie utrzymać przez lata.
Jeżeli w jednym miesiącu kupię BTC za kilkaset złotych, w drugim dołożę więcej do ETF-u, a w kolejnym zostawię większą część środków w gotówce, to nadal jest to część tego samego procesu. Najważniejsze, żeby kapitał stopniowo rósł i żeby nie wrócić do sytuacji, w której jedno wydarzenie może wyzerować zdecydowaną większość całego majątku.
Co dalej z moim portfelem BTC?
Nie wyznaczam sobie teraz wielkiego celu w rodzaju ponownego zgromadzenia 0,38 BTC. Przy obecnych cenach byłaby to bardzo duża wartość i ustawianie tego jako obowiązkowego punktu docelowego tylko niepotrzebnie budowałoby presję.
Znacznie bardziej odpowiadają mi mniejsze etapy. Pierwszy tysiąc złotych już jest, kolejnym naturalnym poziomem może być 0,005 BTC, a później 0,01 BTC. Nie zamierzam jednak kupować za wszelką cenę tylko po to, żeby szybciej zobaczyć konkretną liczbę na ekranie.
Jeżeli będę miał wolne środki i uznam, że chcę zwiększyć ekspozycję na Bitcoin, kupię kolejną niewielką partię na Bitpandzie. Później, tak jak robię to obecnie, środki trafią na Trezora.
Cała strategia jest więc bardzo prosta. Bez skomplikowanego tradingu, bez lewara, bez gonienia za kolejnymi „okazjami życia”. Po prostu spokojne dokładanie do aktywów, które chcę mieć w swoim portfelu.
Pierwszy tysiąc po finansowym resecie
Patrząc wyłącznie na liczby, można powiedzieć, że mam trochę ponad tysiąc złotych w Bitcoinie. Nic spektakularnego, ale za tą liczbą stoi kilka bardzo intensywnych miesięcy: utrata 0,38 BTC, finansowy reset, pierwsze 300 zł, później około 550 zł, przejście na self-custody, odbudowa portfela giełdowego i powrót do niewielkich zakupów srebra.
Dlatego właśnie przekroczenie pierwszego tysiąca złotych w nowym portfelu BTC sprawiło mi tak dużą satysfakcję. Nie dlatego, że 1000 zł jest wielkim kapitałem, ale dlatego, że jeszcze niedawno licznik praktycznie wskazywał zero. Dzisiaj ponownie coś na nim jest i widzę, że proces odbudowy rzeczywiście działa.
Nie próbuję odzyskać wszystkiego jednym ruchem ani ścigać się z tym, co miałem wcześniej. Buduję nowy system finansowy, który ma być spokojniejszy, bardziej zdywersyfikowany i przede wszystkim odporniejszy na jeden duży błąd.
Pierwszy tysiąc już jest. Teraz po prostu zbieram dalej.
Z finansami związany od 2006 roku, od 2008 roku stawiający pierwsze kroki w świecie inwestycji. Od tego czasu zgłębia tajniki rynku kapitałowego, śledząc zarówno wzloty, jak i upadki giełdowe. Entuzjasta kryptowalut – szczególną uwagę poświęcił Bitcoinowi, który wzbudził jego zainteresowanie już w 2009 roku. Na blogu dzieli się praktyczną wiedzą oraz analizami, pomagając czytelnikom zrozumieć złożoność świata finansów i inwestycji.