Mały powrót do srebra. Do kolekcji trafia Maple Leaf 2026

Mały powrót do srebra. Do kolekcji trafia Maple Leaf 2026

Przez ostatni czas moje zakupy fizycznego srebra praktycznie stanęły. Nie dlatego, że przestałem interesować się metalami szlachetnymi albo całkowicie zmieniłem zdanie na temat posiadania części kapitału poza systemem finansowym. Powód był znacznie prostszy – ceny srebra, a szczególnie ceny gotowych monet bulionowych w polskich sklepach, zwyczajnie przestały mi się podobać. Teraz sytuacja zaczyna wyglądać trochę bardziej normalnie. Nadal nie powiedziałbym, że srebro jest tanie, ale uznałem, że można już wykonać niewielki ruch. Do mojej kolekcji trafił więc srebrny Liść Klonowy 2026 o wadze jednej uncji.

Nie jest to jeszcze żaden wielki powrót do zakupów srebra. Nie zamierzam nagle kupować po kilka czy kilkanaście uncji miesięcznie tylko dlatego, że ceny nieco się uspokoiły. Traktuję ten zakup bardziej jako pierwszy mały krok i jednocześnie kontynuację projektu, który prowadzę już od kilku lat. W przypadku Maple Leafów cena samego srebra nie jest bowiem jedynym powodem, dla którego je kupuję.

Mam swoją prostą zasadę: chcę mieć przynajmniej jednego srebrnego Liścia Klonowego z każdego kolejnego roku.

Obecnie moja seria obejmuje już wszystkie rocznikiod 2014 do 2026 roku.

Maple Leaf 2026 Charles III
Maple Leaf 2026 Charles III

Srebro nadal nie jest tanie

Jeszcze kilka lat temu granica 300 zł za jednouncjową srebrną monetę bulionową wydawałaby mi się bardzo wysoka. Dzisiaj rynek wygląda zupełnie inaczej i trzeba trochę przestawić punkt odniesienia. Wzrosła cena samego srebra, zmieniły się koszty produkcji i dystrybucji monet, a do tego na rynku detalicznym wciąż mamy sporą różnicę pomiędzy kursem kruszcu a ceną gotowego produktu.

Dlatego okolice 300 zł za uncjowego Maple Leafa zaczynają wyglądać dla mnie w miarę akceptowalnie. Celowo używam tutaj określenia „akceptowalnie”, a nie „tanio”. To duża różnica.

Nie widzę obecnie poziomów cenowych, przy których chciałbym intensywnie zwiększać udział srebra w swoich aktywach. Gdybym miał kupić większą liczbę monet, każde dodatkowe 20 czy 30 zł na uncji zaczęłoby już robić zauważalną różnicę. Przy jednej monecie kupowanej do konkretnego projektu kolekcjonerskiego patrzę jednak na sprawę trochę inaczej.

W tym przypadku ważniejsza była dla mnie data wybita na monecie niż próba trafienia w idealny moment cenowy.

Maple Leaf 2026 i kontynuacja mojej serii

Srebrny Maple Leaf, czyli kanadyjski Liść Klonowy, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych monet bulionowych na świecie. To właśnie tę serię wybrałem jakiś czas temu jako podstawę swojej małej kolekcji srebra.

Nie chodzi jednak o zbieranie dziesiątek identycznych monet. Mój pomysł jest trochę inny.

Każdy Liść Klonowy w kolekcji ma mieć inny rocznik.

Priorytetem jest zawsze aktualny rok. Jeżeli pojawia się nowy Maple Leaf, chcę kupić przynajmniej jedną sztukę, żeby zachować ciągłość kolekcji. Dopiero później mogę rozglądać się za starszymi rocznikami, których jeszcze nie posiadam.

W ten sposób doszedłem obecnie do pełnego ciągu od 2014 do 2026 roku.

To już trzynaście kolejnych roczników i właśnie dlatego nie chciałem odpuścić 2026 roku tylko dlatego, że cena srebra pozostaje stosunkowo wysoka. Gdybym zaczął czekać na idealny moment, mogłoby się okazać, że za rok szukam konkretnego rocznika na rynku wtórnym i płacę za niego więcej niż dzisiaj.

Przy jednej sztuce różnica kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu złotych nie ma dla mnie tak dużego znaczenia.

Znacznie ważniejsze jest to, że seria pozostaje kompletna.

Aktualny rocznik zawsze ma pierwszeństwo

Z czasem wypracowałem sobie bardzo prostą kolejność zakupów.

Najpierw aktualny Maple Leaf.

Później ewentualnie starsze roczniki.

To podejście ma kilka zalet. Przede wszystkim nie tworzę nowych luk w kolekcji. Aktualny rocznik jest zwykle łatwo dostępny u dealerów metali szlachetnych i nie trzeba go specjalnie szukać. Jeżeli natomiast za kilka czy kilkanaście lat będę chciał kupić dokładnie Maple Leafa 2026, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

Oczywiście nadal będzie to przede wszystkim moneta bulionowa, a nie rzadka moneta numizmatyczna. Nie zakładam więc, że poszczególne roczniki nagle zaczną osiągać astronomiczne ceny.

Nie o to zresztą chodzi.

Podoba mi się po prostu sama idea stworzenia długiej chronologicznej serii. Jeżeli będę konsekwentnie dokładał jedną monetę rocznie, za dziesięć lat będę miał nieprzerwany zestaw obejmujący ponad dwie dekady.

A jeżeli po drodze uda się kupić starsze egzemplarze, kolekcja będzie stopniowo rozszerzać się także w drugą stronę.

Starsze Liście Klonowe będę dokładał przy okazji

Skoro obecna seria zaczyna się od 2014 roku, naturalnym kolejnym celem jest Maple Leaf 2013. Później 2012, 2011 i kolejne wcześniejsze lata.

Nie zamierzam jednak kupować ich za wszelką cenę.

Tutaj nie ma żadnego terminu, który muszę gonić. Jeżeli trafi się ładny egzemplarz w rozsądnej cenie, mogę go kupić. Jeżeli sprzedający będzie oczekiwał dużej premii tylko dlatego, że moneta ma konkretny rocznik, spokojnie poczekam na następną okazję.

W przypadku starszych egzemplarzy dochodzi zresztą jeszcze kwestia stanu monety.

Maple Leaf jest srebrną monetą bulionową, a srebro potrafi z czasem zmieniać wygląd. Starsze monety mogą mieć nalot, przebarwienia albo charakterystyczne mleczne plamy. Nie przeszkadza mi drobna patyna wynikająca z wieku, ale jeżeli mam wybór, wolę egzemplarze dobrze zachowane.

Nie zależy mi natomiast na tym, żeby wszystkie monety wyglądały tak, jakby przed chwilą wyszły z mennicy. To nadal przede wszystkim srebro bulionowe. Kolekcjonowanie roczników jest tutaj dodatkiem, który sprawia, że każda uncja ma dla mnie trochę większe znaczenie niż anonimowy kawałek metalu.

Inwestowanie w srebro a kolekcjonowanie srebra

Właśnie tutaj przebiega dla mnie ciekawa granica pomiędzy inwestowaniem a kolekcjonowaniem.

Gdybym chciał wyłącznie kupić jak najwięcej srebra za określoną kwotę, prawdopodobnie nie przejmowałbym się rocznikiem. Brałbym monetę albo sztabkę z najmniejszą możliwą premią ponad wartość kruszcu.

W przypadku moich Maple Leafów działa to trochę inaczej.

Oczywiście nadal patrzę na cenę srebra. Nadal wiem, ile kosztuje uncja i nie zamierzam płacić absurdalnej premii tylko za konkretną datę. Jednocześnie jestem w stanie zaakceptować niewielką różnicę w cenie, jeśli dzięki temu uzupełniam brakujący rocznik.

To sprawia, że kolekcja ma dwa wymiary.

Pierwszym jest oczywiście fizyczne srebro. Każdy Maple Leaf zawiera jedną uncję czystego kruszcu, więc wraz z kolejnymi monetami zwiększa się ilość posiadanego przeze mnie metalu.

Drugim jest sama historia kolekcji.

Rocznik 2014 przypomina moment, w którym zaczyna się obecny ciąg. Później mamy kolejne lata, kolejne ceny srebra, różne sytuacje na rynkach finansowych i w końcu 2026 rok, w którym po okresie bardzo wysokich cen zdecydowałem się ponownie coś dołożyć.

Za kilkanaście lat właśnie ten aspekt może być dla mnie ciekawszy niż sama aktualna cena jednej uncji.

Czy 300 zł za uncję srebra to dużo?

To zależy, z której strony na to spojrzeć.

Jeżeli pamięta się czasy, kiedy srebrne monety bulionowe można było kupować znacznie taniej, 300 zł nadal może wyglądać bardzo wysoko. Sam mam podobne odczucie i między innymi dlatego moje zakupy srebra przez pewien czas mocno wyhamowały.

Nie zamierzam sobie tłumaczyć, że skoro rynek urósł, to każda cena jest dobra.

Z drugiej strony trzeba zaakceptować fakt, że rynek nie musi wrócić do poziomów, które pamiętamy sprzed kilku lat. Można czekać na idealną przecenę przez bardzo długi czas i w tym okresie nie kupić niczego.

Dlatego przyjąłem bardziej pragmatyczne podejście.

Około 300 zł za Maple Leafa 2026 jestem w stanie zaakceptować, ponieważ kupuję jedną monetę do konkretnej kolekcji. Gdybym natomiast chciał wydać kilka tysięcy złotych na srebro inwestycyjne, byłbym zdecydowanie bardziej wymagający i dużo mocniej patrzył na premię ponad cenę samego metalu.

Skala zakupu ma tutaj ogromne znaczenie.

Przy jednej uncji nie zamierzam spędzać tygodni na próbie zaoszczędzenia 10 zł. Przy dwudziestu uncjach te same 10 czy 20 zł różnicy na jednej monecie zaczyna już oznaczać kilkaset złotych.

To na razie tylko mały powrót do zakupów srebra

Nie traktuję więc zakupu Maple Leafa 2026 jako sygnału, że właśnie rozpoczynam kolejny duży etap budowania pozycji w srebrze.

Jeszcze nie.

Ceny nadal są na poziomie, przy którym wolę zachować ostrożność. Jeżeli pojawi się większa korekta albo rynek przez dłuższy czas ustabilizuje się na bardziej atrakcyjnych poziomach, wtedy być może zacznę zwiększać zakupy.

Na razie wystarczy mi jedna uncja.

Jest za to dokładnie taką uncją, jakiej potrzebowałem.

Maple Leaf 2026 trafia do pozostałych Liści Klonowych i przedłuża moją nieprzerwaną serię do trzynastu kolejnych roczników – od 2014 do 2026 roku. W przyszłym roku pierwszym celem będzie oczywiście Maple Leaf 2027, a po drodze będę spokojnie wypatrywał starszych monet, zaczynając od 2013 roku.

To chyba właśnie najbardziej odpowiada mi w tym projekcie. Nie wymaga dużych pieniędzy, nie wymaga przewidywania rynku i nie trzeba niczego robić na siłę. Wystarczy konsekwencja. Jedna srebrna moneta rocznie, aktualna data i powolne dokładanie wcześniejszych roczników wtedy, kiedy pojawia się dobra okazja.

Po okresie przerwy znów więc kupiłem trochę srebra. Na razie bardzo ostrożnie i bez przekonania, że ceny są już wyjątkowo atrakcyjne. Ale tegoroczny Liść Klonowy jest na swoim miejscu, ciągłość kolekcji została zachowana, a właśnie o to w tym zakupie chodziło najbardziej.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *