Przejdź do treści
Strona główna » Chleb i woda

Chleb i woda

  • przez
Chleb i woda

Dzisiaj inny projekt, postanowiłem cały dzień jeść jedynie chleb i pić wodę. Ten wpis będzie logiem z tego dnia i moich wrażeń.

  • 07:01. Pobudka, poranna toaleta i rozpoczęcie pracy; dobrze być na home office.
  • 07:15. Wyjście do piekarni po chleb razowy. Standardowo dzień rozpoczynam od ciepłej owocowej herbaty, dzisiaj spróbuję pić tylko wodę. Na tą chwilę czuję, że brakuje ciepłego napoju.
  • 08:18. W normalny dzień o tej godzinie „wjeżdża” kawa. Dzisiaj próbuje bez, trochę odczuwam brak kofeiny. Objawia się to lekkim „zamgleniem” umysłu. Czuje jakbym działał na wolnych obrotach.
  • 08:37. Wypiłem dwa kubki ciepłej przegotowanej wody, trochę lepiej w żołądku.
  • 09:44. Uruchomiłem dodatkowe ogrzewanie. 21 stopni w pokoju, a ja czuje, że jest mi zimno. Odczuwam także lekki ból głowy.
  • 11:15. Zrobiłem trening i to mnie dobrze rozgrzało i pobudziło. Zamglenie umysłowe (ang. foggy mind) zniknęło. Wziąłem też prysznic i obecnie czuje się prawie jak po porannej kawie. Niedługo pierwszy posiłek tego dnia.
  • 12:00. Pierwszy posiłek za mną, na który złożyło się sześć kromek chleba razowego. Rano kupiłem dwa różne rodzaje, jeden na zakwasie, drugi „zwykły”. Chlebki (kromki) podgrzewałem w opiekaczu (pomimo, że są świeże) ponieważ zmniejsza to indeks glikemiczny co powinno zmniejszyć wyrzut cukru w organizmie, a tym samym ograniczyć senność. Ostatecznie chleb na zakwasie o nazwie szwarcwaldzki smakuje mi dużo bardziej niż „zwykły” razowy. Ten szwarcwaldzki jest bardziej wilgotny i pulchny. Ostatecznie zjadłem cztery kromki chleba opiekanego i dwie bez opiekania. Chciałem zobaczyć jak smakuje chleb bez obróbki.

    Zostało mi jeszcze trzy godziny pracy, co później nie wiem :>
  • 13:31. Jednak dopadł mnie zjazd i musiałem się chwilę zdrzemnąć. Strzał węgli był tak duży, że jednak senność mnie pokonała. Ale po drzemce czuje pozytywny przypływ energii + weszła kromka chleba (nie czuje na razie większego głodu).
  • 15:15. Koniec pracy, dwie kromki chleba i kolejna drzemka. Wydaje się, że najtrudniejsze za mną 🙂
  • 19:58. Ostatni posiłek, cztery kromki podgrzanego chleba razowego w opiekaczu + kawałek bagietki. Nie jest źle, chociaż trochę na koniec dnia miałem już chęć zjeść coś innego. Ale udało się (bagietka zdecydowanie pomogła). Okazuje się jednak, że chleb po opiekaniu nie powoduje tak dużego wyrzutu cukru, jak chleb „surowy”. Po ostatnim posiłku nie odczuwałem już senności, a jedząc wcześniej chleb opiekany i nie odczuwałem spadki formy.
  • 21:58. Wieczorne czytanie książki i czas na spanie. Czuje się najedzony, dobranoc.

Podsumowanie głodówki (dzień po)

Rano po przebudzeniu czułem się już normalnie. Świadomość, że będę mógł dzisiaj zjeść wszystko na co mam ochotę to przyjemna myśl. Oczywiście nie chodzi teraz o to aby objeść się nie wiadomo jak bardzo, ale opcja wypicia kawy i zjedzenia czegoś dobrego napawa optymizmem. Nie zamierzam się dzisiaj przejadać, ponieważ szkoda „tracić” tego co zyskałem na głodówce. Zaraz po przebudzeniu czułem wdzięczność za dzień poprzedni zarówno z powodu, że dałem radę wytrwać oraz tego jakie mam możliwości jeśli chodzi o posiłki w dniu dzisiejszym.

Na głodówce najtrudniejszy był jednak poranek, zbawienny okazał się trening i prysznic. Bez tej aktywności byłoby zdecydowanie trudniej, tym bardziej, że mam pracę siedzącą. Być może (z pewnością) pomógłby w takim wypadku spacer. Po pierwszym posiłku można powiedzieć, że już szło z górki, chociaż miałem 2-3 napady senności. Wieczór był już ok, chociaż właśnie wtedy odczułem największą chęć na zjedzenie czegoś innego. Udało się to pohamować, chociaż zjadłem kawałem białej świeżej bagietki. To może jedyna rzecz, której nie planowałem w tym dniu. Cieszę się, że udało mi się przetrwać na samej wodzie jeśli chodzi o płyty. Mocno odczuwałem brak porannej ciepłej herbaty owocowej oraz kawy. Widać, że organizm już się przyzwyczaił do tej używki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *